3 months ago

Dni Otwartych Koszar w Powidzu

Pare lat temu spędziłam wakacje nad najpiękniejszym jeziorem jakie widziałam na własne oczy. Woda tak czysta... dno było widać z samego końca molo, czyli z tego miejsca gdzie kilkukrotnie straciła bym już grunt ;)
Wakacje były pełne przygód. Najpierw w drodze na wakacje mało mój chłopak nie stracił prawa jazdy gdy policja podliczyła mu wszystkie wykroczenia do których doszło w naszej wesołej Wesołej Alfie lub jak kto woli Czerwonym Bumblebee (bynajmniej nie chodziło tu o przekroczenie prędkości lub poziom alkoholu kierowcy). Później nasz pies Rocky mało nie załatwił nam eksmisji z domku gdy rozgonił wszystkie kury gospodarzy, a jeszcze później moja kumpela prawie utopiła się w strumyczku o głębokości paru centymetrów, gdy ratowała papierosy, które wypadły jej z kieszeni na tycim mościku.

Ale nie o wakacjach będzie dzisiaj.
Pare dni temu znów odwiedziłam tę miejscowość. Tym razem podróżowałam bardziej sprawnym autem (choć już też nie do końca, o czym dowiecie się pod koniec notki). Byłam tam z chłopakiem, tym samym co pare lat temu, już bez psa i koleżanek, ale tym razem z naszymi dziećmi.

Powodem naszej podróży do Powidza były Dni Otwartych Koszar. Jest to dzień, w którym przeciętny Kowalski może wejść na teren lotniska wojskowego w Powidzu. I choć legalne wejście a co z tym związane tłumy ludzi - nie brzmi zbyt kusząco to postanowiłam tam być.... Coś mi się odmieniło od kiedy mam dzieci i wielkie atrakcje odnajduje w najmniejszych drobnostkach... serio- najmniejszych.

dfghjk.jpg

No ale tutaj nie chodziło o nic małego. Wielkie sprzęty - samoloty, helikoptery, wielkie pojazdy wojskowe- wszystko można sfotografować, wszystko dotknąć i do większości wejść.

Musiałam tam być! Po pierwsze "Za mundurem panny sznurem" ;), po drugie jestem na swój sposób blacharą, po trzecie to wspaniały pomysł na wyjątkową rodzinną wycieczkę!

Większość zdjęć z tego dnia trafi do naszego rodzinnego albumu, ale znajdzie się też coś czym mogę podzielić się z Wami. Zdjęć tych jest niewiele, ponieważ były tłumy ludzi i najzwyczajniej w świecie mało czasu na zabawe z aparatem.

Zapraszam do oglądania!

1.

1.JPG

Czy te zdjęcie nie jest słodkie? Mały chłopiec w stroju żołnierza łapie się za główkę z przerażenia podczas gdy dorosły żołnierz fotografuje wiwijający bardzo nisko nad ziemią helikopter <3

2.

2.JPG

3.

3.JPG

4.

4.JPG

Amerykańscy żołnierze! Od kilku już lat Żołnierze z U.S.A stacjonują w naszej Polskiej wsi. Lotnisko wojskowe w Powidzu według niesprawdzonych informacji jest najlepiej zorganizowanym lotniskiem wojskowym w Polsce. Dla mnie jest to na swój sposób "pociągający" temat jednak mieszkańcy tej wsi nie są zadowoleni z obecności wojskowych cudzoziemców.

5.

5.JPG

Amerykańscy żołnierze zmierzający w kierunku ogromnego samolotu z Orłem na ogonie. Dla mnie te zdjęcie jest dość symboliczne, może ono oznaczać współprace naszych sił.

6.

6.JPG

Ten pan jeszcze nie wie, że za chwile helikopter wleci mu do obiektywu :D A tak serio - ciekawa jestem jak ja wyszłam na zdjęciach, które on robił mi!

7.

7.JPG

Zdjęcie z jednego z pokazów lotniczych. Tym razem był to pokaz ratownictwa z powietrza, który był relacjonowany na bieżąco przez lektora, którego głos docierał chyba w każde miejsce lotniska.

8.

8.JPG

9.

9.JPG

10.

11.JPG

Hangar a przy nim żołnierze. Co prawda "mural" nie maskuje tego budynku co zawsze bawi mnie w temacie "moro", natomiast z powietrza hangar musi być zupełnie niewidoczny... Przecież rośnie na nim trawa, krzaki a nawet drzewa ;)

11.

12.JPG

Nasze auto zostało postrzelone! Kamieniem w drodze na lotnisko :D

12.

k.JPG
Skoro odbyliśmy świetną wycieczkę to i pamiątki wypadało by kupić. A jaka pamiątka z lotniska była by najlepsza? No wiadomo, że SAMOLOTY!
Dzieci mają pamiątke, mam i ja! Jest to używana koszula wojskowa Angielskiej armii (ta z pierwszego zdjęcia). Tak się składa, że wśród taszy z pamiątkami był sklepik z ubraniami. Wiecie, takie tandetne moro z niewiadomo jakiego pochodzenia i jakiej fabryki. Przed stoiskiem był wieszak z różnymi kurtkami i ubraniami. Dziurawe, poszarpane, bez guzików i z jakimiś pieczątkami. Pani na stoisku potwierdziła moje podejrzenia, że są to oryginalne, używane ubrania żołnierzy i oczy mi zabłyszczały! Postanowiłam kupić sobie lekko przetartą kurtkę żołnierza Amerykańskiej armii... Pani jednak rozwiała moje marzenia i dała mi koszulę żołnierza armii Angielskiej:

  • Na panią dobre będzie jedynie to
  • No wie pani, to jednak po żołnierzach, może da mi pani przymierzyć coś innego? A może za namiotem ma pani jeszcze coś? - błagalnym głosem zakładając ubranie innego rodzaju moro niż bym chciała.
  • Nie mam nic innego, ale w tym na prawdę wygląda pani świetnie. Proszę zawołać chłopaka, on to potwierdzi.

I wiecie co? Wyglądam w niej świetnie! ... no przynajmniej tak się czuję! I zapłaciłam za nią mniej niż zapłaciła bym w sieciówce za moro koszulę, w której potem będzie chodzić kilkaset osób!


Już wiem, że w przyszłym roku również pojawimy się na tej imprezie.
Mogliśmy wejść do kilkudziesięciu pojazdów wojskowych. Usiaść za sterami czy to helikoptera, czy to samolotu czy kierownicą jednego z wielu pojazdów lądowych. Napisałam pojazdów lądowych, bo nawet nie wiem jak inaczej mogę je nazwać. Poza małymi i dużymi samochodami wojskowymi znajdowały się tam też pojazdy lotniskowe, a wśród nich na przykład auto służące do ściągania lodu i zapobiegania zlodowaceniom samolotów!

Żałuje, że nie mogłam porozmawiać z żadnym z żołnierzy przez chwilę. To znaczy mogłam - każdy mógł - po prostu tego nie zrobiłam. A byli oni wciąż uśmiechnięci, a gdy tylko widzieli, że idziemy z dziećmi uśmiechali się jeszcze bardziej. I zagadywali do dzieci, nawet najmłodszych i na prawdębardzo się starali by zapewnić dzieciakom atrakcje.

Na imprezie mogliśmy również podziwiać kilka pokazów lotniczych. Pokaz ratownictwa helikopterowego, wywijasy helikopterów w powietrzu, wywijasy małego samolociku, przerażająco głośny lot odrzutowca (?) który wystrzeliwał flary(?). Serio nieprawdopodobnie ekscytujące widowisko! I zupełnie za darmo!

Z ciekawostek mogę Wam również powiedzieć, że przy wjeździe na lotnisko znajdował się bardzo nierówny odcinek ulicy na którym mało nóg sobie nie połamałam. Był to niby asfalt, ale w poprzek szły metalowe wystające nad poziom paski (czemu nie zrobiłam zdjęcia?!) Dobrze, że był ze mną mój chłopak, który ostrzegł mnie "Zejdź na bok, to wycieraczka dla samochodów" - na co ja wybuchłam śmiechcem po czym trafiłam na tabliczke z napisem

"SPRAWDŹ CZYSTOŚĆ SWOICH KÓŁ ZANIM WJEDZIESZ NA LOTNISKO"

Mój chłopak przez krótki czas pracował na tym lotnisku. Spawał coś w piwnicach, ale wychodząc na przerwy mógł nieco pozwiedzać. Powiedział mi, że jest na lotnisku służba służąca do tego by bez przerwy je sprzątać i zamiatać. I wiecie co? Gdy mi to powiedział spojrzałam w dół i faktycznie, płyta wydawała się być wczoraj wylana i ledwie zaschnięta. Żadnych brudów mimo tak ogromnej ilości ludzi i mimo tego, że jest ona na codzień używana przez ludzi, którzy jeżdżą po niej pojazdami i chodzą po niej butami :D


A jak w ogóle do tematu ma się wstęp mojego artykułu? Szczerze, teraz to juz nie pamiętam... chyba chciałam Wam przekazać, że ta mała dziura w mapie Polski jest warta odwiedzenia nie tylko w trakcie Dni Otwartych Koszar :)



  • 299Upvotes
  • $5.96Reward
  • 8Comments

Comments

You can login with your Steem account using secure Steemconnect and interact with this blog. You would be able to comment and vote on this article and other comments.

Reply

No comments